Małe Pieniny dla Małych Nóżek – 06-07 lipca 2013 r.

Muszę z ręką na sercu przyznać się, że wątpiłem. Jak to ja z małymi dziećmi (2 i 4 lata) dam radę przez dwa dni wędrować w Pieninach. To czysta abstrakcja! Tymczasem jak zwykle musiałem na końcu przyznać” Tak, pomyliłem się”. Panie przewodniczki wybrały dla nas trasę, która nie należy do łatwych, ale nasze dzieci okazały się świetnymi piechurami i prawdę mówiąc wielu dorosłych, przyzwyczajonych do ciężkiej pracy przy komputerze, miało większą zadyszkę niż one.

Już od początku nasze dzieci uczyły się, jak powinna wyglądać prawdziwa wyprawa turystyczna. Zaczął już w autokarze pan Tadeusz, funkcyjnie zwany Dziadziem Tadziem, który bardzo ciekawie opowiadał o mijanych miejscowościach i grzbietach górskich. Każdy
z nas słuchał uważnie i nie widziałem, by ktoś „schował” się za słuchawkami swojego odtwarzacza muzyki.

Naszą wędrówkę rozpoczęliśmy wspinaczką w Wąwozie Homole, a dzieci z wielką radością
i dumą zdobywały kolejne mostki, przejścia nad strumykami czy też kamieniste podejścia. Oczywiście zauważona została każda kijanka, żabka, kamyczek czy dziwaczne drzewko, dzięki czemu i my rodzice mogliśmy wyhamować, zatrzymać się o co tak trudno w codziennym życiu. Mój syn przemieszczał się od jednego do drugiego końca grupy, którą sprytnie uformowały Panie Przewodniczki stawiając na szpicy spokojne dzieci (jednak są takie na świecie) a „rajdówki” wysłały na tyły. Synek był z siebie bardzo dumny i czuł się dorosły, bo na łatwych odcinkach szedł sam bez pomocy rodziców. Czasami tylko dołączał do nas, jak trzeba było pokonać jakiś trudniejszy fragment lub gdy chciał oznajmić o jakimś niesamowitym odkryciu np. „A wiesz tato, że to są owcze bobki.” Nasza dwulatka spędziła większość wspinaczki w nosidełku, choć uważała to za największą karę i każdy postój lub płaski etap musiała przejść samodzielnie tak jak inne dzieci. Nasz wysiłek został wynagrodzony przepięknym widokiem ze szczytu Wysokiej (1050 m.n.p.m.) 

Nocleg w schronisku „Pod Durbaszką” to kolejne wydarzenie dla naszej rodziny.
Ktoś podmienił dzieciom bateryjki i jeszcze długo bawiły się na zewnątrz a nawet kilkoro rozegrało ekscytujący mecz siatkówki. Drugiego dnia pogoda również dopisała. Maszerowaliśmy z Durbaszki przez Szafranówkę do Szczawnicy podziwiając zapierające dech w piersiach krajobrazy górskie. Ach! Wiele mógłbym opowiadać. Najważniejsze jest to, że spędziliśmy dwa dni z naszymi dziećmi bez telewizora i komputera, rozmawiając ze sobą oraz pokonując trudy wędrówki. Poznaliśmy kolejny piękny fragment Pienin, spotkaliśmy stado owiec pędzone na wypas przez juhasów oraz ich psy pasterskie (dziecięce wrażenia  bezcenne) i cały czas uczyliśmy się prawdziwej turystyki górskiej.

Wyprawa została świetnie przygotowana za to wielkie podziękowania dla koła Familiada przy Sądeckim PTTK. Na pewno będziemy się starali uczestniczyć w kolejnych wyprawach, które uczciwie i z pełną odpowiedzialnością jako rodzić POLECAM.

Łukasz wraz z rodziną

Fot. W. Szkolnicka,  M. Tomasiak